środa, 11 września 2013

from "The Collective" by Don Lee


There's a road in Sudbury, on the outskirts of Boston, called Waterborne. Famous for the great blue herons that nest there, the road cuts through the immediate floodplain of the Sudbury River. It's lined with red maple, white oak, and dead ash yellows, long ago decimated by a virus. It curves and dips, wending through hills and an alluvial marsh, rising once again past meadows and farmland, then descending in a series of hairpin turns. It's a beautiful road - smooth, continuous, unsullied by houses or businesses - and therefore popular with bikers, runners, and drivers in a hurry. To no one's surprise, hardly a month goes by without some sort of accident on Waterborne.

"The Collective" Don Lee


Jest taka droga w Sadbury, miasteczku pod Bostonem, która nazywa się Waterborne. Przecina obszary zalewowe rzeki Sadbury i słynie z gniazdujących tam kolonii czapli modrych. Wzdłuż drogi rosną czerwone klony, białe dęby i obumarłe jesiony, zdziesiątkowane dawno temu przez wirusa. Droga wije się i opada między wzgórzami i nadrzecznymi mokradłami, potem wznosi się wśród łąk i pól uprawnych, by znów obniżyć się serią zygzakowatych zakrętów. To piękna droga – gładka, ciągnąca się bez zabudowań czy firm, którą upodobali sobie rowerzyści, biegacze i śpieszący się kierowcy. Nikogo nie dziwi, że prawie co miesiąc na Waterborne ma miejsce jakiś wypadek.