piątek, 30 marca 2012

"Diament wielki jak góra" F.S. Fitzgerald


Typowy dla stanu Montana zachód słońca jawił się pomiędzy dwiema górami jak gigantyczny siniec, z którego po zakażonym niebie rozchodziły się ciemne arterie. Ogromna przestrzeń pod nieboskłonem sprawiała, że wieś Fish stawała się maleńka, opuszczona, zapomniana. Powiadano, że było we wsi Fish dwunastu ludzi – dwanaście posępnych i zagadkowych dusz – którzy wysysali chude mleko z niemal dosłownie gołej skały, na której się zrodzili i osiedli za sprawą tajemniczej demograficznej siły. Stali się odrębną rasą – dwunastu ludzi z Fish, niczym gatunek, który wykształcił się wcześnie jako wybryk natury, a po namyśle został przez tę naturę porzucony, by samotnie walczyć o przetrwanie i wyginąć.
Z ciemnogranatowego sińca w oddali pełzł przez pustkowie długi ciąg ruchomych światełek, i dwunastu ludzi z Fish zebrało się na nędznej stacji jak duchy, by popatrzeć na przejeżdżający o siódmej pociąg, Ekspres Transkontynentalny z Chicago. Mniej więcej sześć razy w roku, na skutek jakiegoś niepojętego rozporządzenia, Ekspres Transkontynentalny zatrzymywał się we wsi Fish, wysiadały z niego jedna czy dwie osoby, po czym wsiadały do powozu, który zawsze wyłaniał się z mroku, i odjeżdżały w kierunku zachodzącego sino słońca. Obserwacja tego nieistotnego i bezsensownego zdarzenia stała się dla ludzi z Fish czymś w rodzaju kultu. Patrzyli tylko, nic poza tym. Gdyby nie byli pozbawieni krzty tej życiowej skłonności do rojenia, która kazałaby im zastanawiać się i spekulować, narosłaby może wokół tych tajemniczych odwiedzin jakaś religia. Jednak ludzie z Fish nie znali żadnej religii – nawet najbardziej podstawowe i prymitywne doktryny chrześcijaństwa nie zakorzeniły się na gołej skale – nie było więc ołtarza, kapłana, ofiary. Jedynie ciche zgromadzenie na nędznej stacji każdego wieczora o siódmej, zgromadzenie, którego modlitwą było tępe, anemiczne zdziwienie. 
Był czerwcowy wieczór, gdy Wielki Hamulcowy, którego pewnie by obwołali swym niebiańskim przywódcą, gdyby tylko mieli jakieś bóstwa, zarządził, że pociąg o siódmej pozostawi swój ludzki (lub nieludzki) zastaw w Fish. Dwie minuty po siódmej Percy Washington i John T. Unger wysiedli, pospiesznie wyminęli otwarte w oniemieniu usta i wylęknione oczy dwunastu ludzi z Fish, wsiedli do powozu, który rzecz jasna zjawił się znikąd, i odjechali.


W oryginale 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz